Helicobacter pylori
Zdrowie i choroby

Helicobacter pylori – w poszukiwaniu nowych metod leczenia

Niestrawność, wzdęcia, uczucie ciężkości lub bóle w nadbrzuszu, odbijania – i tak każdego dnia. Myślimy: to pewnie wątroba, znów za tłusto jem i stąd te objawy. Zmieniamy dietę – mniej tłuszczów, pijemy ziółka „na wątrobę”, ale dolegliwości nie mijają.

Co jest? – zastanawiamy się, sprawdzając na wszelki wypadek na stronie NFZ, jak długo trzeba będzie czekać na wizytę u gastrologa, o ile lekarz POZ w ogóle da nam skierowanie. No tak, ale bez skierowania można przecież zapytać dr Google i to od razu. Wklepujemy więc objawy i jest!  To nie musi być chora wątroba.

To może być Helicobacter pylori.

Ki diabeł? – myślimy i czytamy, że w Polsce aż 70 proc. populacji może być zarażona tą bakterią. Czytamy też, że jest ona przyczyną wrzodów żołądka i dwunastnicy, a nawet, o zgrozo, raka żołądka! Bakterie? W żołądku? I już, od razu, chcemy się ich pozbyć.

Czytamy więc dalej. Infekcję Helicobacter pylori leczy się antybiotykami. No tak, więc bez lekarza się obejdzie – myślimy, ale i tak czujemy się lepiej, bo najważniejsze, że można tego paskudztwa się pozbyć.

To prawda. Można. Po zdiagnozowaniu, że przyczyną dolegliwości rzeczywiście jest Helicobacter pylori, rutynowo włącza się leczenie antybiotykami, które trwa od 7 do 10 dni. Stosuje się jednocześnie dwa antybiotyki: klarytromecynę lub amoksycylinę i metronizadol, do tego lek obniżający kwasowość soku żołądkowego, co powoduje lepszą stabilność antybiotyków.

Niestety, może pojawić się problem. Jak donoszą naukowcy, rośnie częstość przypadków, gdy bakterie Helicobacter pyloriodporne na stosowane do tej pory w terapii antybiotyki. Dlaczego? Między innymi dlatego, że czasem stosuje się je niepotrzebnie, np. w zakażeniach bezobjawowych i niepotwierdzonych metodami diagnostycznymi. A zalecenie jest takie, by je używać tylko w zakażeniach objawowych.

Zostawmy jednak na razie, w jaki sposób leczyć zakażenie na Helicobacter pylori, kiedy jesteśmy takim „opornym” przypadkiem. I zobaczmy, czy dzieje się coś nowego w nauce, by rozwiązać problem oporności na antybiotyki bardziej globalnie.

I tu jest dobra wiadomość. I co ciekawe, płynie ona z łódzkiego, naukowego podwórka.

Obiecujące badania nad Helicobacter pylori

Mianowicie badacze z Katedry Immunologii i Biologii Infekcyjnej Uniwersytetu Łódzkiego prowadzą badania nad nowymi związkami biologicznie aktywnymi, m.in. pochodzenia roślinnego, głównie ekstraktami roślinnymi i ich komponentami, mającymi działanie bakteriobójcze w stosunku do H. pylori lub hamujące ich wzrost.

W naszym zespole w Pracowni Gastroimmunologii prowadzimy badania mające na celu poznanie patogenezy tych zakażeń, w kontekście zrozumienia przyczyn zróżnicowanego ich przebiegu – mówiła kilka dni temu PAP prof. Mikołajczyk-Chmiela, kierownik Katedry Immunologii i Biologii Infekcyjnej UŁ, wyjaśniając ich istotę.

I jak tłumaczyła profesor, badania idą w kierunku znalezienia takich substancji, które będą wspomagać aktywność układu odpornościowego i w ten sposób przyczyniać się do zwalczania zakażeń Helicobacter pylori lub zapobiegać ich rozwojowi.

Dlaczego uważa się, że tak ważne są te badania?

Albowiem podejrzewa się, że Helicobacter pylorii nie tylko odpowiada za choroby przewodu pokarmowego, ale także może być czynnikiem ryzyka groźnych schorzeń ogólnoustrojowych, jak choroba niedokrwienna serca i cukrzyca! Dlaczego?

Ponieważ mogą one inicjować w organizmie silną reakcję zapalną, która z czasem staje się przewlekła. I to także wtedy, gdy ze strony przewodu pokarmowego nie ma żadnych objawów. Bo na te 70 proc. osób zakażonych, „tylko” 10-20 proc. wykazuje objawy i wówczas jest leczonych antybiotykami.

Odkrycie skutecznych metod eradykacji Helicobacter pylori, substancji możliwych do bezpiecznego zastosowania w przypadku zakażeń bezobjawowych ze strony przewodu pokarmowego, ale mogących skutkować negatywne, np. dla serca, oraz w przypadku zakażeń objawowych i występującej antybiotykooporności, być może okaże się przełomem.

Chyba że, jak to czasem w medycynie bywa, nie taki diabeł straszny, jak go malują i rację będą mieli lekarze-naturoterapeuci, twierdzący, że “zakażeń” H. pylori w ogóle nie należy leczyć, bo bakteria jest potrzebnym komensalem, który reguluje kwaśność soku żołądkowego i zmniejsza ryzyko otyłości.

Na razie jednak zdecydowana większość badań wskazuje na ich szkodliwe działanie.

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, blogerka, pisarka.

%d bloggers like this: