Kobieta i róże. Z życzeniami dla Pisarzy

Pisać każdy może. Tak. Ale czy dzięki temu jest się pisarzem? Słownik Języka Polskiego definiuje pisarza jako tego, kto pisze – zwłaszcza prozą – utwory literackie. Trzymając się ściśle tej definicji, wynika z niej, że wystarczy pisać, a nawet nie trzeba publikować, by zasłużyć na miano pisarza.

To znacząco poszerza krąg tych, których zwiemy pisarzami, a co ciekawe, wskazuje, że całej rzeszy pisarzy w ogóle nie znamy, bo pisują wyłącznie do szuflady. Dlaczego? Z braku odwagi? Braku potrzeby ujawnienia swojej twórczej ekspresji? Braku wiary w swoje siły i talent? A może dlatego, że czekają, aż ktoś ich odkryje? Tylko jak, skoro wszystko, co mają w głowie, chowają po szufladach?

Dlatego dziś, 3 marca, z okazji Międzynarodowego Dnia Pisarzy życzę wszystkim, którzy się tak zowią, twórczej odwagi. Wyjdźcie, pisarze świata, z ciasnych szuflad. Dajcie się przeczytać! A jak kogoś nie przekonała moja zachęta, że może przekona go sam król grozy – Stephen King i jego 17 rad.

A poniżej – wraz z życzeniami i dla Pisarzy, i dla Czytelników, bo bez nich, nie istniejemy, – zamieszczam taki oto obrazek malowany słowami.


Kobieta i róże

Dwanaście ich było. Całych w pąsach, pełnych, soczystych i jakże kruchych w aksamitnej poświacie płatków. Stąd pewnie na swoją obronę – oprócz gęstwiny liści – wystawiały kolce, ostre jak szpilki i atakujące znienacka nawet najzręczniejsze palce.

Także i tym razem nie obyło się bez kropli krwi utoczonej z alabastrowej dłoni Kobiety, która próbując znaleźć różom miejsce, wygodne przecież i wystarczająco wilgotne, układała jedną przy drugiej w wazonie. Kropla na tle płatków pozostała jednak całkowicie niezauważona i tylko kłujący ból mógł świadczyć o tym, że doszło do natarcia. Wzmogło to tylko czujność palców, próbujących okiełznać tych kilka łodyg, ale w żaden sposób nie wpłynęło na miękkość spojrzenia Kobiety, tulącego się skwapliwie do pąków.

Ach, tak zatopić się w tej prawie czarnej od dumy czerwieni – pomyślała Kobieta, stawiając róże na stole, i aż przymknęła powieki, by iskry zachwytu w najmniejszym stopniu nie uszkodziły widoku kwiatów, rysującego się na tle intensywnej bieli ściany.

Jakże była zaskoczona, gdy okazało się, że mimo upływu trzech dni, co dla róż to jak czterdzieści lat dla kobiety, kwiaty były nadal jędrne, bez zmarszczek, obwisłości i wciąż intensywnie pąsowe. Wciąż gotowe do wzbudzania pożądliwego spojrzenia, graniczącego z łakomym wręcz pragnieniem, aby je smakować.

Jakież to zaklęcie jest zamknięte w samym sercu każdego rozkwitłego, ale jakże umiarkowanie i dostojnie – pąka? Jakież to słowa-cudy znalazły swoje schronienie w meandrach ich lekko falujących brzegów? Gdyby tak móc odsłonić ich tajemnicę i schować ją w szklanym słoiczku, zamiast dotychczasowej złudy! – westchnęła Kobieta.

Wtedy to wieczorny rytuał namaszczania twarzy, którego jedynym i bezwzględnym świadkiem jest lustro, nie byłby okupiony takim bólem i cierpieniem z powodu ciężaru piętna kolejnych lat. Stałby się niewątpliwą przyjemnością, choćby dlatego, że z tafli szkła spoglądałyby oczy na zawsze już uwolnione z sieci ścieżek przechadzającego się po twarzy czasu.

A jednak po siedmiu dniach zwiędły nawet pąsowe róże.


#MiędzynarodowyDzieńPisarzy