Historia zdrowia i medycyny

Kocioł garnkowi przygania, a eliksir zdrowia wycieka

Rok 1925. W II Rzeczpospolitej Polskiej gotuje się politycznie – wszyscy wszystkim zarzucają faszyzm, bolszewizm, nacjonalizm, komunizm, nieudolność, nieodpowiedzialność i działanie na szkodę interesów RP. Politycy zawierają bardziej, mniej i zupełnie nietrwałe koalicje, a ci, co popierają rząd, stają się opozycją i odwrotnie. Rok później dojdzie zresztą do przewrotu majowego i ograniczenia władzy parlamentarnej.

W gospodarce trwa kryzys – ludzie niezadowoleni są z reform Grabskiego, dochodzi do obniżki płac pracowników państwowych i podwyżki podatków pośrednich. Robotnicy strajkują. Bezrobotni protestują.

Niemcy zarzucają Polsce, że bliżej jej jest do dyktatury, a – jak donosi Londyn – tak potrzebną pożyczkę zagraniczną Polska dostanie, jeśli zgodzi się na współpracę z zagranicą. Oczywiście na jej warunkach. Ważny pociąg Berlin-Tokio ominie Polskę, o czym z nieukrywaną radością informuje Moskwa.

Z bardziej przyziemnych spraw Kasa Chorych w zaledwie trzy lata od swojego powstania jest w finansowym dołku – grozi jej bankructwo, jeśli nie dostanie kredytu. Lekarze są niezadowoleni z warunków pracy i płac. I są przepracowani. Ludzie chorują na potęgę. Także w Łodzi. Miastem rządzi prezydent Marian Cynarski, sędzia i polityk, która dwa lata później zostanie zamordowany na progu swojego mieszkania przy ulicy Andrzeja 4 przez bezrobotnego brukarza Adama Walaszczyka.

Do tego czasu zdąży jednak otworzyć w Łodzi Miejski Kinematograf Oświatowy i Miejską Galerię Sztuki. Zdąży też rozpocząć budowę Parku Ludowego na Zdrowiu, przejąć na rzecz Miasta szpital Poznańskich przy Drewnowskiej 75 oraz Dom Starców i Kalek przy Narutowicza i wprowadzić w pogotowiu ratunkowym  samochodowe karetki, choć drogi są wciąż fatalne.

Końcówka roku 1925 jest szczególnie gorąca. Robotnicy domagają się samorozwiązania parlamentu. Partie na kongresach, zjazdach i wiecach licytują się, która lepsza. Ale dzięki temu pełne ręce roboty mają satyrycy. Jak choćby Wacław Drozdowski (1895-1951) – rysownik prasowy, ilustrator i autor winiet prasowych i ilustracji do serii komiksowej o Wicku i Wacku.

Kociol garnkowi przygania, a eliksir zdrowia wyciekaDrozdowski, który od lat 20-tych współpracował z łódzkim Expressem Ilustrowanym oraz wydawnictwem „Republika”, stworzył też m.in. serię komiksową wzorowaną na popularnej wówczas w Europie duńskiej serii Pat i Patachon. Tak na marginesie, to też jest ciekawa historia.

Patryk Zakrzewski w artykule „Od Szalonego Grzesia po Bezrobotnego Froncka. Pradzieje polskiego komiksu, cz. I” pisze tak:

„Pewnego razu do redakcji “Expresu Ilustrowanego” nie dostarczono na czas matryc z Kopenhagi i dalsze rysowanie serii zlecono grafikowi Wacławowi Drozdowskiemu. Od tego czasu nabrali lokalnego sznytu. Mieszkali w mieście o wdzięcznej nazwie Grajdołek (a które ze wszech miar przypominało ówczesną Łódź), a plansze zaroiły się od postaci, które można było spotkać na rogach polskich ulic: woźniców, stójkowych i podwórkowych rzezimieszków. Z galerii rysunkowych obiboków można jeszcze wspomnieć Bezrobotnego Kubę, który kręcił się po Łodzi kombinując skąd wziąć forsę, albo Pączka i Strączka, dla których “praca to najgorszy wynalazek”.

Ale Drozdowski był także autorem szeregu ilustracji satyrycznych, w których – jak widać – nie obca mu była tematyka zdrowotna, oczywiście przedstawiana w politycznym kontekście.

Dziś spójrzmy na jeden z jego rysunków opublikowanych 20 grudnia 1925 r. w Ilustrowanej Republice, jak zawsze oddających „satyryczną istotę rzeczy”.

Zatytułujmy go – zgodnie z etykietą widniejącą na butelce z wyciekającym eliksirem życia – Bałaganus Socjalnus i dobrze mu się przyjrzyjmy.

I tu pozwólcie, Drodzy Czytelnicy, że zostawię ten rysunek jednak bez komentarza. Tło do rysunku już dałam powyżej. Niech resztę figura satyry powie sama za siebie, gdyż „kocioł garnkowi przygania, a eliksir zdrowia wycieka”.

 


Tekst pierwotnie ukazał się w 2018 r. w “Panaceum”

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, blogerka, pisarka.

%d bloggers like this: