Na drodze do zdrowego serca
Łódź Medyczna Historyczna

Na drodze do zdrowego serca

Wiosną rozpoczął się remont Oddziału Kardiologii Interwencyjnej w Wojewódzkim Wielospecjalistycznym Centrum Onkologii i Traumatologii w Łodzi, by późnym latem pacjenci mogli wprowadzić się do nowych pomieszczeń. To kolejny krok, by w coraz lepszych warunkach leczyć serca łodzian. I kolejny krok na drodze do zdrowego serca, która zaczęła się w Łodzi 68 lat temu. A może jeszcze wcześniej?

Gdy w 1950 r. prof. Mściwój Semerau-Siemianowski i prof. Jerzy Jakubowski doprowadzili do powołania w Szpitalu Klinicznym przy ul. Sterlinga 1/3 Sekcji Kardiologicznej Towarzystwa Internistów Polskich, zapoczątkowali tym łódzką kardiologię akademicką. Gdy osiem lat później, z Poznania do Łodzi przybył prof. Jan Moll, rozpoczęła się łódzka kardiochirurgia.

Na drodze do zdrowego serca: prof. Moll przeszczepia serce

Prof. Moll zaledwie rok po przyjeździe, bo w 1959 r. wykonał pierwszą operację w krążeniu pozaustrojowym. Kilka lat potem, w 1963 r. – pierwszą w Polsce komisurotomię mitralną u ciężarnej z krytycznym zwężeniem zastawki mitralnej, a w 1967 r. wszczepił pierwszą w Polsce sztuczną zastawkę aortalną. W tym samym roku dokonał też wszczepienia pierwszego stymulatora serca z wykorzystaniem elektrod nasierdziowych. Sukces gonił sukces.

W styczniu 1969 r., po wielomiesięcznych przygotowaniach prof. Moll podjął więc próbę pierwszego w Polsce przeszczepu serca. Pacjent jednak zmarł. Jak się potem okazało, z powodu niewłaściwej kwalifikacji do zabiegu. W przypadku tego pacjenta, by uratować mu życie należałoby zrobić jednoczesny był przeszczep serca i płuc, co wówczas absolutnie nie było możliwe. Po tym niepowodzeniu prof. Moll kolejnej próby przeszczepu serca już nie podjął.

Może także dlatego, że transplantacje serca w ogóle budziły wówczas na świecie ogromne kontrowersje? Poza problemami natury prawnej i etycznej były także te, wynikające z przekonań, a nawet przesądów. Ludzie wciąż wiązali z sercem przekonanie o jego mistycznym charakterze, traktując je jako siedlisko duszy i uczuć. Czyż  w takim razie można ranić je skalpelem?

To pytanie zadawali się sobie nawet światli chirurdzy. W XIX w. jeden z nich, sam Teodor Billroth (1929-1894), znakomity austriacki chirurg przewodu pokarmowego mówił, że chirurgowi, który dotknie serca skalpelem, on ręki nie poda. Serce było tabu.

Ale co było robić, gdy już było zranione i to nie przez nieszczęśliwą miłość, ale dosłownie, nożem np. przez jakiegoś opryszka? Czyż można było zostawić człowieka bez pomocy, byle tylko nie tknąć serca chirurgiczną ręką? Nie! Jedynym wyjściem było po prostu ranę serca zaszyć. I tak też się stało w Łodzi.

Na drodze do zdrowego serca: Dr Watten zaszywa ranę serca

Był niedzielny wieczór, 25 marca 1900 r., gdy 23-letni Julian Z. podczas bójki został ugodzony w prawy bok nożem. Początkowo nie poczuł bólu, zrobiło mu się tylko trochę słabo. Gdy udał się do domu, padł zemdlony. Domownicy wezwali pogotowie. Lekarz zabrał go czym prędzej do szpitala. Dyżur wówczas miał 31-letni chirurg dr Ignacy Watten, który w Łodzi mieszkał zaledwie od dwóch lat i pracował u doc. Bronisława Kadera na chirurgii w szpitalu fabrycznym Rosyjskiego Czerwonego Krzyża.

Jak się okazało podczas badania, rana kłuta, jakiej doznał Julian Z., nie była zwykłą raną klatki piersiowej – nóż uszkodził serce.

„Skierowując palec ku górze i wewnątrz od razu napotykam otwór w osierdziu, przepuszczający swobodnie palec, i wyczuwam szybko bijące serce. W tych warunkach postanowiłem niezwłocznie przystąpić do operacji z celem zaszycia rany serca”

– pisał potem dr Watten.

Wybór sposobu leczenia nie był oczywisty. Do 1900 r. w literaturze medycznej opisano zaledwie dwanaście przypadków chirurgicznego zaopatrzenia ran serca, z czego tylko pięć zakończyło się wyzdrowieniem. Pacjent dr. Wattena był trzynastym z kolei. I jak się szczęśliwe okazało, także szóstym, któremu udało się przeżyć.

Historia jednak lub się powtarzać. Pięć lat później pogotowie przywiozło innego młodego mężczyznę, znowu ofiarę „nożowej rozprawy”. Wezwany dr Watten i tym razem miał szczęście – operacja się udała i pacjent wyzdrowiał.

Jak widać, na drodze do zdrowego serca czasem pojawiają się sukcesy, a czasem niepowodzenia. Ale każdy krok jest ważny.

O historii rozruszników czytaj: Serce z atomowym napędem.

***

Tekst ten stanowi nico poszerzoną wersję mojego artykułu pt. “Droga do zdrowego serca” opublikowanego 9 kwietnia 2018 r. w Gazecie Polskiej Codziennie Dodatku Łódzkim. Więcej o historii dr. Wattena można także przeczytać w moim felietonie pt. “Chirurg w rozterce: jak leczyć zranione serce?” opublikowanym 6 maja 2016 r. w Dzienniku Łódzkim w cyklu Łódź Medyczna Historyczna.  

Foto: Łódź, ul. Sterlinga Seweryna 1-3 Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 3 im. WAM – Centralny Szpital Weteranów – to tu zaczęła się łódzka kardiologia i kardiochirurgia.

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, blogerka, pisarka.

%d bloggers like this: