Płaszcz z ptasich piór. Myśli zebrane nocą #1

Druga w nocy to niekoniecznie dobra pora, by siedzieć przy komputerze i pisać artykuł. Szczególnie, że dzieje się to notorycznie, mimo wielu prób zmiany tego fatalnego dla zdrowia nawyku. Ale druga w nocy, przynajmniej dla mnie, to doskonała godzina na myśli skupione wokół tego, co metafizyczne, ulotne, płochliwe i ponadczasowe.
I jedną z nich zapisałam, by nie uleciała przed czasem. Ot, taka sobie refleksja o lęku przed…, no właśnie, jak myślicie, Moi Drodzy, przed czym?
Płaszcz a ptasich piór
A ona chciałaby uszyć płaszcz z ptasich piór. Z tych porzuconych i z tych zagubionych. Z tych, co marnieją na brzegu morza, gdy woda łapczywie chwyta się piasku i kamieni, by stać się ciężarem dla ptasiego puchu. I z tych, które zamiast w wodzie, niszczeją w kępach zeschniętych traw, których na siano nikt już nie chce.
Cóż, puch mewom widocznie też niepotrzebny, a choć lekki, to po wystarczająco długim czasie i tak utonie na dnie wśród śmieci. A te pióra, które znalazły przystań w kępach traw, smagane wiatrem i spiekane słońcem też stracą na swym lekkim ciele, aż wybieleją ich szkielety wśród płowej zieleni.
Więc chciałaby uszyć płaszcz z ptasich piór. Z tych porzuconych i z tych zagubionych. Z tych, co trwonią swą siłę i lotność w chaszczach przy drodze. Bo jakże biedne są te pióra-nieloty, rozdrapywane przez gałęzie, zadeptywane przez mrówki, opluwane przez muchy. Ich towarzystwem zaledwie robactwo. I wreszcie z piór wyrzuconych z gniazd, które w ostatniej drodze, sięgając ziemi, nie wiedzą jeszcze, że ona im matką od teraz będzie. Aż do ostatniego ziarna prochu, w który z czasem każda lekkość bytu się obraca.
Z nich wszystkich chciałaby uszyć płaszcz. Dla siebie, by nosić go jak drugą skórę. I choć wie, że na skrzydłach rękawów nigdy nie wzleci, to przynajmniej ochroni ją przed spiekotą, zimnem i deszczem.  Ją – nagie ciało skulonego w sobie pisklęcia.
***
PS.  A może to w ogóle nie jest o lęku?

 

Dodaj komentarz