Łódź Medyczna Historyczna

Plagi dawnej Łodzi: prostytucja i wenera #1

Żaden rozsądny człowiek nie może się spodziewać, że uda się całkowicie opanować i wytępić choroby weneryczne – pisał w latach 20. XX w. profesor Emil Wyrobek. Choroby te stanowiły wówczas poważny problem, nie tylko medyczny, ale i społeczny. I nie ominęły Łodzi, wręcz przeciwnie – już pod koniec XIX wieku były w mieście prawdziwą plagą. Nie jedyną. A ich matką była prostytucja.

Co prawda, trudno z tamtego okresu podać dokładane statystyki zachorowalności, ale o nasileniu chorób wenerycznych może świadczyć fakt, że to lekarze wenerolodzy ogłaszali się w prasie szczególnie chętnie i często, informując o zakresie usług wykonywanych w swoich prywatnych praktykach. A z roku na rok powstawało ich coraz więcej i każdy z lekarzy miał pełne ręce roboty.

Plagi dawnej Łodzi: prostytucja i weneraDokładniejsze dane statystyczne o rozmiarach epidemii chorób wenerycznych dotyczą dopiero okresu międzywojennego. Interesujące światło na rozmiary „weneryzacji” łodzian rzuca praca Edwarda Rosseta pt. „Prostytucja i choroby weneryczne w Łodzi”.

Jak wynikało z obliczeń, w latach 20. XX w. corocznie na choroby weneryczne zapadało ok. 4 proc. ludności, a wskaźnik liczby chorych będących pod opieką lekarską i wynoszący 103 na 10 tys. mieszkańców był dla Łodzi, na tle innych dużych miast, najwyższy. Przy zaludnieniu w wynoszącym w 1921 r. ponad 450 tys., daje to prawie 4700 zarejestrowanych chorych.

W drugiej połowie lat 30. XX wieku w poradniach publicznych samorządu miejskiego rejestrowano rocznie ok. 1100 nowych chorych na choroby weneryczne (kiła, rzeżączka, wrzód miękki), a leczyło się nieco ponad 2100 pacjentów.

Przyczyn tak wysokiej zachorowalności i chorobowości na „choroby miłosne” było kilka: alkoholizm, niski poziom higieny, bieda. Ale jedną z ważniejszych była prostytucja – łódzka plaga obyczajowa. Jak wówczas pisano, to hołdowanie podwójnej moralności, późne wstępowanie w związki małżeńskie, alkoholizm, pragnienie użycia, chęć odmiany wrażeń i anormalne potrzeby seksualne stanowią przyczyny zapotrzebowania na usługi Cór Koryntu.

A w Łodzi każdy chętny mógł znaleźć coś dla siebie, gdyż wachlarz usług świadczonych przez łódzkie Córy był bardzo szeroki. W zależności od statusu materialnego, wieku, posiadania własnego lokum i opiekuna cena „za usługę” wahała się od złotówki do kilkudziesięciu złotych. Biorąc pod uwagę status materialny, Urząd Sanitarno-Obyczajowy dokonał podziału prostytutek na tzw. chustkowe, których było najwięcej, bo aż 70 proc., następnie tzw. kapeluszowe – 27 proc. i dobrze sytuowane – zaledwie 3 proc.

Wśród pospólstwa, które czasem za ostatni grosz korzystało z usług panien lekkich obyczajów, prostytutki były głównym, bo aż w 80 proc. przypadków, źródłem zakażenia na wenerę. Co ciekawe jednak, według badań przeprowadzonych przez lekarzy wśród pacjentów zamożnych, wywodzących się z elit społecznych, rola prostytutek w tej grupie ekonomiczno-społecznej była stosunkowo niewielka. Były one źródłem zakażenia w zaledwie 15 proc. przypadków. Główną przyczyną chorób wenerycznych wśród elit były utrzymanki, które przenosiły ok. 50 proc. zakażeń.

Plagi dawnej Łodzi: prostytucja i weneraprostytucją próbowano walczyć na różne sposoby, głównie administracyjnie. Urzędnicy określali np. wymagania dotyczące odległości domów rozpusty od miejsc publicznych.

Na podstawie rozporządzenia z 1911 r. gubernatora piotrkowskiego nakazano np. zachowanie odległości od kościoła, szkoły, instytucji społecznych minimum 150 sążni (320 metrów). Lokale położone bliżej były likwidowane przez policję.

Każda z kobiet, która czerpała korzyści z nierządu, musiała mieć założoną czarną książeczkę. Podlegała też ścisłej kontroli Urzędu Sanitarno-Obyczajowego. Ważnym elementem kontroli prostytutek były oględziny. W XIX wieku badania o charakterze oględzin ciała przeprowadzane były przez gremium policyjno-lekarskie pod nadzorem policji obyczajowej.

Badania te były obowiązkowe nie tylko wśród kobiet żyjących z nierządu, ale również wśród kobiecej części niższych warstw społecznych: robotnic, służących, pokojówek. Wystarczyło podejrzenie pracodawcy o niemoralne prowadzenie się podwładnych.

Przeprowadzano je również pośród bezrobotnych mężczyzn z marginesu społecznego. Ich charakter – dyskryminujący, upokarzający, naruszający godność – zniesiono dopiero w połowie lat 80 XIX w. Zastąpiły je badania lekarskie, nakierowane na wczesne wychwycenie objawów choroby wenerycznej.

(cdn.)

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, blogerka, pisarka.

%d bloggers like this: