Polska na L4, czyli lekarze rządzą

Nie jestem świętą, choć na 27 lat pracy byłam może z dziesięć dni na zwolnieniu lekarskim i tak się na dodatek szczęśliwie złożyło, że nie jestem lekarzem poradnianym, więc próśb o L4 też nie mam.

Nie jestem świętą, gdyż rozumiem, że bywają takie chwile z życiu człowieka, kiedy potrzebuje się zwolnienia lekarskiego i idzie do doktora. I albo się ściemnia, licząc, że ten nie połapie się, iż chodzi o kilka dni wolnego, a nie o chorobę, albo mówi się o tym wprost. I lekarz daje L4 albo nie daje.

A jednak ta masówka zwolnień lekarskich, z jaką w Polsce mamy do czynienia od kilku miesięcy, wywołuje u mnie, jako lekarza, pewien dyskomfort. Po pierwsze wobec faktu, że te wszystkie chorowite grupy zawodowe w sumie nie kryją się z tym, do czego L4 jest im potrzebne, a jednocześnie publicznie “ściemniają”, jak to bardzo są chore. A po drugie dlatego, gdyż w ten sposób chcąc nie chcąc bierzemy udział w walce politycznej, pozwalając na wykorzystywanie w niej instrumentów całkowicie pozapolitycznych, jakim jest zwolnienie lekarskie. A to moim zdaniem uderza w naszą wiarygodność.

Postanowiłam więc w tej sprawie zabrać głos i, idąc znów trochę pod prąd, napisać coś do koleżanek i kolegów lekarzy.

Tekst odnoszący się do tego problemu pt. “Etyka na L4?” ukazał się właśnie w styczniowym numerze “Panaceum”. Jednakże wobec kierowanych do mnie pytań nie-lekarzy o to, co myślę o tych wszystkich epidemiach L4, zamieszczam rzeczony tekst także na blogu.

Oto on:

Prawie 1,8 tys. nauczycieli zatrudnionych w przedszkolach i szkołach w Łodzi (tj. ok. 18 proc. wszystkich pedagogów nauczających w łódzkich placówkach oświatowych) przebywało w połowie stycznia na zwolnieniach lekarskich.

Według władz miasta była to forma walki o podwyżkę wynagrodzeń, a nawet więcej – strajk, zorganizowana i skoordynowana akcja związków zawodowych, która zaczyna odbijać się na nauce.

Oczywiście, ponieważ łódzkie władze są z opcji politycznej przeciwnej rządowi, to odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarczyły ministra edukacji Annę Zalewska. Być może, Koleżanki i Koledzy, którzy to czytacie, zapytacie – po co ona to pisze? Co nas obchodzi, kto z kim i za ile okłada się po politycznym fejsie. No więc obchodzi, a przynajmniej powinno. Ale nie tyle okładanie się, tylko nasz współudział, jako lekarzy, w tych wybuchach epidemii – najnowszej belferskiej i wszystkich poprzednich. „Psiej” – gdy masowo chorowali policjanci, zwani potocznie psami, sądowej, gdy choroba zmogła, czasem nawet do 100 proc., pracowników administracji sądowej i trzeba było przekładać sprawy, na które ludzie czekali po kilka miesięcy, i oczywiście, epidemii z naszego medycznego podwórka, pielęgniarskiej.

A dlaczego powinno nas to obchodzić? Bo nie ma wątpliwości, że masowe, a na to wskazują dane liczbowe, wystawianie przez nas L4 dla kolejnych grup zawodowych, walczących o podwyżki, bo tego w rzeczywistości dotyczą rzeczone epidemie, stały się dla nich wygodnym narzędziem walki „o swoje”.

I tu pojawia się pytanie, czy temu powinno służyć zwolnienie lekarskie? I drugie pytanie, dużo ważniejsze, czy postępujemy etycznie, biorąc w tym udział? A bierzemy.

Oczywiście, że teoretycznie, a nawet praktycznie, tak jak na każdego, jak twierdzą „papugi”, znajdzie się paragraf, tak i na każdego znajdziemy też kod ICD-10, bo „nie ma ludzi zdrowych, tylko są niezdiagnozowani”, więc udowodnić, że L4, szczególnie kilkudniowe, jest medycznie bezpodstawne może być trudno.

Ale, jak powiedział kiedyś pewien do niedawna nowoczesny klasyk z nie mojej bajki – „wszyscy wszystko wiedzą”. Więc my też wiemy.

Daleka jestem od pouczania kogokolwiek, prawienia morałów, czy zarzucania nieuczciwości – każdy z nas zna ustawę o zawodzie lekarza i KEL i wie, w czym rzecz. Ale jako lekarz, któremu na sercu leży etos naszego zawodu, muszę zadać pytanie: dokąd zmierzamy?

A nie jest ono bezzasadne – bo do nauczycieli mogą zaraz dołączyć inne, bardzo chore na niezadowolenie ze swojej sytuacji grupy zawodowe. I czy znów uznamy, że są chore na tyle, by wysłać je na L4 i ułatwić wywalczenie kilkuset złotych podwyżki?

A to jest już pytanie o naszą wiarygodność, wiarygodność tego, co wystawiamy i co podpisujemy. Pytanie to na razie zostawię bez odpowiedzi, natomiast pokuszę się o (będące parafrazą jednego z przysłów) pewne metaforyczne memento: „co wróblem wypuścimy, wróci do nas kamieniem“.

Oby to nie była lawina.


PS. Jak sprawa L4 się rozwinie, tego nie wiem. Ale wolałabym, aby były one wykorzystywane do celów zdrowotnych, nie żadnych innych. Tak będzie lepiej dla wszystkich.

Dodaj komentarz