Historia rozrusznika
Medycyna i Historia

Serce z atomowym napędem – historia rozrusznika

12 lipca br. o godz. 10 w Klinice Kardiologii Akademii Medycznej w Krakowie dokonano pionierskiej w naszym mieście operacji. Zespół kierowany przez prof. dr n. med. Władysława Króla, złożony z lekarzy: Janusza Kutyby i specjalisty z zakresu chirurgii klatki piersiowej Józefa Malinowskiego oraz mgr inż. elektronika Jacka Szczepańskiego i siostry oddziałowej intensywnej terapii i reanimacji Barbary Pelczer odłączył 17-letniemu pacjentowi Jurkowi T. bateryjne urządzenie pobudzające akcję serca i w jego miejsce podłączył zminiaturyzowaną baterię atomową marki „Medtronic” – pisano 13 lipca 1974 r. w „Gazecie Krakowskiej” o zabiegu wszczepienia rozrusznika serca, nazywając operację „wielkim sukcesem nauki i techniki”.

Dlaczego, skoro w tejże klinice począwszy od 1966 r. wykonano takich zabiegów już trzysta? Odpowiedź pojawia się w dalszej części artykułu: Jest to w Polsce drugi przypadek zastosowania atomowego rozrusznika mięśnia sercowego. Atomowego, czyli wyjątkowego.

A wszystko zaczęło się pod koniec lat 50. XX w., gdy 8 października 1958 r. szwedzki kardiochirurg dr Ake Senning, jako pierwszy na świecie, wszczepił rozrusznik serca pacjentowi Arne Larsson’owi. Ten przeżył potem 86 lat (także samego dr. Senninga) i zmarł w 2001 r. Przez ten czas wszczepiono mu aż 24 stymulatory kolejnych generacji.

Początki rozrusznika serca

W Polsce historia wszczepiania rozruszników serca zaczęła się pięć lat później. Pierwszy zabieg został wykonany w 1963 r. w Gdańsku przez prof. Zdzisława Kieturakisa i dr Wojciecha Kozłowskiego. Po Gdańsku była Warszawa. Zabieg przeprowadzono pod koniec 1965 r. w Szpitalu Dzieciątka Jezus przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, gdzie mieściła się Klinika Chorób Wewnętrznych. Jej kierownikiem był prof. Zdzisław Askanas, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i pierwszy konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii.

Ale nie tylko Gdańsk, lecz także Łódź może pochwalić się jedną z palm pierwszeństwa na drodze rozwoju kardiostymulacji. W 1967 r. prof. Jan Moll z Kliniki Kardiochirurgii AM w Łodzi dokonał wszczepienia pierwszego rozrusznika serca z wykorzystaniem elektrod nasierdziowych, zamiast dosercowych.

Tak jak zmieniały się techniki operacji wszczepiania kardiostymulatorów, tak też udoskonalono same rozruszniki. Jednym z głównych celów było zmniejszenie ich wymiarów i ciężaru oraz wydłużenie czasu ich pracy. Pierwsze stymulatory miały zasilanie rtęciowe. Początkowo wykonywano je z elementów metalowych, potem z tytanu zatopionego w żywicy. Były one dość ciężkie, ważyły nawet 140 gramów, i miały ok. 2,5 cm grubości, co stwarzało choremu duży dyskomfort. Ponadto stymulatory te działały zaledwie przez dwa lata, co wymuszało wykonywanie kolejnych operacji. Rozruszniki były także awaryjne. Jeśli pękła żywiczna osłona, stymulowały one serce zbyt szybko, co było niebezpieczne. Nieco lżejsze i mniej awaryjne „plastikowe” rozruszniki wytwarzała czechosłowacka wówczas firma Tesla. Do Polski jednak w zasadzie one nie trafiały. W latach 70. udało się sprowadzić ich zaledwie kilka.

Kolejny krok do udoskonalenia rozrusznika

W drugiej połowie lat 70. zaczęto na świecie stosować rozruszniki nowej generacji, po raz pierwszy we Włoszech, potem w USA. Baterie rtęciowe zastąpiono litowymi, co wydłużyło ich żywotność do 7-10 lat. Były też lżejsze, ważyły jedynie 50-70 gramów, i bardziej niezawodne. Ale w Polsce, jak to wówczas w Polsce, gospodarka niedoboru odbijała się także na służbie zdrowia i medycynie. O każdy rozrusznik trzeba się było mocno wystarać, a nawet bić.

Przełomem miały być rozruszniki atomowe, które napędzane były plutonem i teoretycznie mogły pracować nawet przez 30 lat. Zaopatrzone były jednak w mniej trwałe elektrody, co skracało ich żywotność o połowę. Niestety, miały także inne wady. Były duże i skomplikowane oraz, co gorsza, wytwarzały wysoką temperaturę wewnętrzną dochodzą nawet do 300 st. C. Były też drogie – kosztowały ok. 7 tys. dolarów.

Krakowski zabieg wszczepienia rozrusznika

Historia rozrusznikaA jednak zabieg w Krakowie, który był bardzo medialny, albowiem uczestniczyli w nim nawet dziennikarze, ukazano jako wielki sukces polskiej medycyny. O godz. 11.45 prof. dr Władysław Król z zespołem zapoznają dziennikarzy, którym wyjątkowo pozwolono asystować przy operacji, z całym przebiegiem doświadczeń klinicznych, która dzisiaj drogą zespolenia najnowocześniejszej techniki atomowejelektrycznej z wiedzą lekarską przywracają zdolność do życia i pracy setkom chorych do niedawna skazanych na śmierć – pisała wspomniana Gazeta Krakowska. Rzeczywiście skazanych, gdyż ówczesne wskazania do zbiegu wszczepienia rozrusznika były dużo węższe niż dziś i dotyczyły sytuacji, w których pacjent bez niego nie mógł przeżyć.

Mimo medialności krakowskiego zabiegu, w Polsce ostatecznie wszczepiono jedynie cztery stymulatory atomowe. Pierwszy, 27 lipca 1974 r., otrzymała 14-letnia dziewczynka, a zabieg przeprowadzono w IV Klinice Chorób Wewnętrznych w Warszawie. Drugi otrzymał wymieniony już pacjent Jurek T., uczeń Zasadniczej Szkoły Zawodowej przy Zakładach „Ponar” w Tarnowie. Krakowski zabieg różnił się jednak od warszawskiego – jak donosiła prasa – tym, iż „operacja [w Krakowie] przeprowadzona była bez narkozy przy zastosowaniu jedynie miejscowego znieczulenia. Urządzenie elektroniczne, usuwające śmiertelną chorobę zwaną blokadą serca, zainstalowano pacjentowi drogą wszczepu podskórnego, bez otwierania klatki piersiowej. Przez cały czas operacji kontakt między pacjentem był nieprzerwany”.

Co ma Cyrankiewicz do rozrusznika?

Jak szybko gwiazda atomowego serca rozbłysła, tak szybko jednak zgasła z jeszcze innego powodu. Pacjent mający taki atomowy rozrusznik był uziemiony. Musiał nosić na ręce łańcuszek z tabliczką, na której umieszczony był międzynarodowy znak ostrzegający o niebezpieczeństwie radioaktywnym oraz telefon alarmowy. W zasadzie nigdzie nie mógł się dalej ruszyć bez kontroli. I, jak głosi plotka, to miało być głównym powodem, że tego atomowego napędu serca nie chciał dać sobie wszczepić sam Józef Cyrankiewicz. Co chyba nikogo nie dziwi…

 

***

W lipcu 2015 r., w Klinice Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego miała miejsce interesująca wystawa rozruszników. Tak o tym wydarzeniu pisał PAP (fragment informacji):

Historia rozrusznika

“Pierwszy stymulator serca w Warszawie, a drugi w Polsce wszczepiono przed 50 laty w Klinice Chorób Wewnętrznych ówczesnej Akademii Medycznej (obecnie Warszawski Uniwersytet Medyczny) – przypomniał w rozmowie z PAP dr hab. n. med. Marcin Grabowski.

Z tej okazji w Klinice Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, która jest kontynuatorem tradycji dawnej Kliniki Chorób Wewnętrznych, otwarto wystawę stymulatorów oraz kardiowerterów defibrylatorów, które w ostatnich 50 latach były wszczepiane pacjentom. Jednym z jej organizatorów jest Stefan Olempski, technik w Klinice Kardiologii, który uczestniczył w pierwszym w Warszawie zabiegu wszczepienia stymulatora.”

 

Miło mi powiedzieć, że na wystawie byłam, zdjęcia zrobiłam, z panem Stefanem Olempskim rozmawiałam. Do tego tematu jeszcze wrócę, bo warto przytoczyć kilka historii, które mi wówczas opowiedział.

 

(foto: Mateusz Mirosławski, Wystawa rozruszników, 2015)

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, blogerka, pisarka.

%d bloggers like this: