W dawnej Łodzi: Co dać na Gwiazdkę?

Rzecz pożyteczna nie jest zawsze przyjemna. Dla pań kupujcie coś „do zamiany” – pisano w 1928 r. w „Ilustrowanej Republice”, radząc, co kupić na Gwiazdkę.  

A problem był nie lada. Czasem wynikał z nadmiaru towarów, a czasem z braku pieniędzy. „Przez długie godziny zastanawiamy się, obchodzimy wszystkie sklepy, oglądamy wystawy i ciągle jesteśmy niezdecydowani, nie wiedząc, co wybrać pośród tylu przedmiotów, okazywanych przez sprzedawcę” – pisano w prasie, a z pomocą szły reklamy.

Bogatszych zachęcano do kupna perskich dywanów, nowoczesnych mebli, obrazów, przedmiotów z brązu. Wzięciem cieszyły się porcelanowe serwisy stołowe i do kawy, „kryształy” francuskie Galle-Mosera, które można było nabyć w składzie K. Bogusławskiego przy Piotrkowskiej 100. Tu były też, jako „atrakcyjne prezenty na gwiazdkę”, figurki ozdobne, wazony czy bomboniery. Popularne były wielkie wyprzedaże przedświąteczne przeróżnych przedmiotów domowych u Braci Z. i A. Rappeport przy Piotrkowskiej 15.

Mniej zamożnych namawiano do zakupu odzieży. „Eleganckie płaszcze damskie z futrzanym kołnierzem, swetry, boty, chustki – najtańsze ceny, najdogodniejsze warunki tylko u Leo Rubaszkina Kilińskiego 44” – zachwalała reklama. Inna zachęcała: „Niebywała sprzedaż gwiazdkowa w firmie Soieries, Piotrkowska 90. Nie omijajcie okazji zaopatrzenia się za ceny zadziwiająco niskie w najlepsze materiały jedwabne, wełniane, bawełniane”. Chętnie na prezenty kupowano też torebki, biżuterię, nawet parasole.

Dla łasuchów polecano „prezenty gwiazdkowe z marcepanów, czekolady, cukrów” do nabycia u L. Zalewskiego przy Piotrkowska 162. A na prezent dla niewiast proponowano tomiki poezji, ale przede wszystkim radzono, że im trzeba kupić coś „do zamiany”. „Nic tak nie cieszy kobiety, jak prezent, który można zamienić. Właściciele sklepów chętnie zamieniają towary, dla nich jest to doskonały interes, gdyż każda kobiet chętniej coś dopłaci, by dokonać zamiany” – pisano w prasie.

Co dać na Gwiazdkę?Ale z prezentami dla kobiet był też inny problem – niestałość oczekiwań. „Proszę, podarujcie kobiecie parę białych, długich rękawiczek, o których marzyła od tygodni, a gdy jej wręczycie prezent, pomyśli, że właściwie chciałaby szare” – żalił się jeden z felietonistów. Inny znowu znowu wskazywał, czego i komu nie należy kupować. I tak, dziewczynkom nie należy ofiarowywać sztywnych kołnierzyków, chłopcom lalek, głuchym aparatów radiowych lub patefonów, niepalącym papierośnic. Dzieciom nie należy dawać przedmiotów pożytecznych, z których otrzymania nie odczuwa żadnej przyjemności.

Bywało też, że dzieci nie miały szansy nawet na najdrobniejszy upominek. „Ciężka sytuacja gospodarcza dotkliwie doświadczyła ludność naszego miasta. Wiele rodzin pozbawionych pracy nie jest w stanie załatać nawet najniezbędniejszych potrzeb codziennych. Tym nie wolno myśleć o gwiazdce dla swych dzieci. Kęs czarnego chleba i trochę nędznego pożywienia jest dla nich wszystkim” – pisano w prasie w grudniu 1935 r. Z pomocą przyszli wówczas łódzcy policjanci, którzy zebrali pieniądze i przygotowali dla 700 dzieci świąteczne paczki. Były w nich pierniki, strucle, jabłka, orzechy, cukierki i drobne zabawki.

Co więc było dać w prezencie na Gwiazdkę? Przede wszystkim radość.

Tekst ukazał się w świątecznym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie Dodatek Łódzki (24-26 XII 2018).

Refleksję nad prezentami dziś czytaj Opowieść powigilijna: Prezenty radosne i te okrutne


Ryc. Wacław Drozdowski, Ilustrowana Republika, 24.12.1932