Witamina D nie tylko dla kości, ale i mózgu?
Zdrowie i choroby

Witamina D nie tylko dla kości, ale też dla mózgu?

Witamina D jest potrzebna dla zdrowia kości. To banalną prawdę zna każdy. Ale czy wiesz, że witamina D jest też potrzebna dla zdrowia mózgu i Twojej psychiki, a jej niedobór może prowadzić do poważnych zaburzeń? I czy to rzeczywiście prawda?

Dwadzieścia lat temu badacze zasugerowali, że witamina D jest tzw. zapomnianym neurosteroidem, czyli substancją, która wpływa na pracę układu nerwowego, jak hormon. Jej niedobór miałby prowadzić do depresji i zaburzeń lękowych, np. fobii, lęku napadowego, czy zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, a nawet choroby Alzheimera, a odpowiednia suplementacja – niwelować lub przynajmniej łagodzić ich objawy.

Niestety, sprawa nie jest taka prosta.

Choć są badania, które uprawdopodobniają związek pomiędzy niedoborem witaminy D w organizmie a zaburzeniami nerwowo-psychiatrycznymi, to są też takie, które wykazują daleko idącą ostrożność w wyciąganiu tego typu wniosków, a nawet je podważają. Czyli – jak to się często zdarza, gdy chodzi o naukę – im głębiej w las, tym więcej drzew. Im więcej odkrywamy, tym więcej rodzi się pytań, a witamina D, mimo tylu już lat badań nad nią, wciąż rodzi pytania.

I właśnie na tym się skupię.

Dlaczego trudno udowodnić, że niedobór witaminy D może (albo nie może) prowadzić do zaburzeń nerwowo-psychiatrycznych?

Istnieją, co najmniej, cztery powody tego stanu rzeczy, które streszczę w słowach: norma, przyczyna i skutek oraz… liczby.

Norma

Pomińmy filozoficzno-metodologiczne rozważania, czym w ogóle jest norma w medycynie, a zadajmy od razu proste (?) pytanie. Jaki poziom witaminy D w organizmie jest prawidłowy, a tym samym, kiedy powiemy, że jej poziom jest obniżony, czyli poniżej normy, co może dawać skutki związane z jej niedoborem?

Jak podaje Narodowy Instytut Zdrowia w USA), poziom witaminy D (a dokładniej 25(OH)D3), oznaczony w surowicy krwi u osoby dorosłej, nie powinien być mniejszy, niż 20 ng/ml. Ale już Amerykańskie Towarzystwo Endokrynologiczne stwierdza, że poziom optymalny to 40-60 ng/ml i nie powinien przekraczać 100 ng/ml.

Mamy więc, teoretycznie, wartość minimalną 20 ng/ml, wartość optymalną 40-60 ng/ml i wartość maksymalną 100 ng/ml. Duża rozpiętość? Owszem. I rodzi się pytanie, czy jak mam wynik pomiędzy 20 a 40 ng, to dobrze, źle, czy może obojętnie?

Ale gdyby to był jedyny problem z ustaleniem, czy mój wynik jest wówczas dobry, to pół biedy. Pojawiają się kolejne problemy.

Mianowicie poziom witaminy D w organizmie wykazuje dobowe wahania, ze szczytem w południe, które mogą sięgać nawet 20 proc. Co to oznacza? Że jeśli otrzymałam wynik z laboratorium, że poziom witaminy D wynosi u mnie np. 24 ng/ml, czyli powyżej minimalnego, to z jednej strony mnie to uspokaja, bo jest powyżej poziomu minimalnego 20 ng.ml, ale w rzeczywistości oznacza to tylko tyle, że odnosi się do danego momentu w ciągu doby.

Gdyby krew była pobrana o innej godzinie, mógłby np. wynieść 19 ng/ml, czyli poniżej normy, i wówczas już nie byłabym taka spokojna. Pomyślałabym, kurcze, jednak mam tej witaminy za mało. Ale i to nie wszystko.

Bo gdybym sobie oznaczyła w ciągu doby kilka razy poziom witaminy D i część wyników miałabym powyżej minimum, a część poniżej, to co – mam niedobór, czy go nie mam?

Ale i to nie wszystko, poziom witaminy D wykazuje także bardzo duże wahania sezonowe, czyli związane z porą roku, szczególnie na półkuli północnej, na terenach oddalonych od równika. Dlatego należy też krytycznie spojrzeć na czas pomiaru stężeń witaminy D – czyli o jakiej porze roku to robimy. W naszej szerokości geograficznej późną zimą i wczesną wiosną wartości z reguły będą niższe, niż późnym latem i wczesną jesienią.

Przyczyna i skutek

Jak wynika z wielu badań, w takich chorobach jak depresja, zaburzenia lękowe, choroba Alzheimera, nawet u ponad 80 proc. chorych stwierdza się niedobory witaminy D. Ale co ciekawe, niedobór witaminy D jest zjawiskiem powszechnym. Np. jak też wynika z badań, w populacji polskiej nawet 70 proc. dorosłych ma obniżony poziom witaminy D, a 30 proc. – znacznie, czyli poniżej 20 ng/ml.

Postawmy więc pytanie w tym kontekście – czy istnieje związek pomiędzy niedoborem witaminy D w organizmie, a zaburzeniami neurologiczno-psychiatrycznymi? To pytanie w rzeczywistości jest pytaniem o przyczynę i skutek, w szczególności o to, czy niedobór witaminy D może prowadzić do tych zaburzeń.

To niezwykle ważne pytanie, bo jeśli odpowiedź jest twierdząca, to otwiera się pole do leczenia witaminą D. Tylko że właśnie to jest to pytanie, na które tak trudno znaleźć naukowcom odpowiedź, bo z samego faktu, że w tych chorobach obserwuje się bardzo często obniżony poziom witaminy D, nie wynika jeszcze zależność przyczynowo-skutkowa.

Po pierwsze może to być np. zależność korelacyjna, a po drugie, może to te schorzenia powodują obniżenie poziomu witaminy D, czyli jej niedobór jest np. objawem tych chorób, a nie ich powodem?

Jak na razie w większości badań nad związkiem pomiędzy niedoborem witaminy D a zaburzeniami neurologiczno-psychiatrycznymi wnioski formułowane są raczej ostrożnie, np. że nie można wykluczyć związku pomiędzy niedoborem witaminy D a np. depresją, co wymaga kolejnych badań.

Liczby

Prawda w medycynie, jako nauce, opiera się na statystyce i ma charakter względny.

Nie wystarczy praktyczna, choćby wielokrotna obserwacja, że jak nie ma X, to pojawia się Y. Trzeba jeszcze ująć to w schemat, np. skutek-przyczyna (o czym było wyżej), czyli postawić hipotezę, że niedobór X powoduje zaburzenie Y, zaprojektować badania, przeprowadzić je, a wyniki wyrazić w liczbach i – mówiąc w skrócie – zweryfikować postawioną hipotezę odpowiednimi testami statystycznymi.

Ale i to nie wszystko, bo te badania trzeba przeprowadzić jeszcze na jakiejś populacji.

I tu pojawia się problem zarówno liczebności badanej populacji, jak i jej charakterystyki ze względu na pewne cechy. Jeśli np. chcemy zbadać związek pomiędzy rzeczoną witaminą D, a powiedzmy występowaniem zaburzeń lękowych, to jaką – liczebnie – populację należałoby wybrać do badań?

Statystycznie – im liczniejsza grupa badana, np. kilka tysięcy, tym lepiej, ale praktycznie takie duże badania są trudniejsze w organizacji, trwają dłużej i są droższe.

A pod względem cech populacji badanej? Pomijając takie cechy jak wiek, to samych zaburzeń lękowych jest kilka rodzajów, czy więc w badaniach koncentrować się np. tylko na zespole lęku panicznego, czy może jednak zespole lęku uogólnionego, a może na fobiach? Poza tym zaburzenia te mają też różne nasilenie, co również trzeba zmierzyć, czy w takim razie badać „ciężkie przypadki”, czy może te lżejsze? I oczywiście do tego dochodzi jeszcze punkt pierwszy, czyli norma poziomu witaminy D. Czy brać pod uwagę najniższy poziom, jako granicę odcięcia, czy jednak dolną granicę poziomu optymalnego witaminy D?

To pokazuje, jak wiele jest trudności w jednoznacznej, naukowej odpowiedzi na proste, wydawać by się mogło, pytanie, czy niedobór witaminy D szkodzi mózgowi i psychice, wywołując objawy depresji, lękowe, czy nawet chorobę Alzheimera.

Ale czy w takim razie mamy czekać z założonymi rękami, aż uczeni znajdą odpowiedź? Oczywiście, że nie!

Już dziś można powiedzieć, że:

  • Badanie poziomu witaminy D w surowicy warto zrobić, ale wynik trzeba interpretować z uwzględnieniem pory dnia i roku oraz całokształtu objawów i stanu naszego zdrowia. Jednakże za zdecydowanie zbyt niski należy uznać wynik poniżej 20 ng/ml.
  • By uniknąć niedoboru witaminy D, trzeba zadbać o właściwe odżywanie i przede wszystkim właściwe nasłonecznienie. Bo aż 80 proc. witaminy D w organizmie pochodzi z syntezy w skórze pod wpływem promieni UV. O tym ważnym aspekcie więcej napisałam w artykule pt. “Jasna strona słońca. Witamina D”, opublikowanym na stronie 23 w lipcowo-sierpniowym numerze “Ziemi Łódzkiej” (do pobrania w formacie pdf tutaj).
  • Ponieważ jednak niedobory witaminy D (według przyjętych norm) są dość powszechne, warto suplementować się witaminą D – dla zdrowej osoby dorosłej dzienna dawka to 800-2000 j.m. na dobę przez cały rok (dla osoby otyłej dwukrotnie więcej). Docelowo warto osiągnąć poziom witaminy D w surowicy w graniach 50-70 ng/ml.
  • W stanach chorobowych, w których istnieje przypuszczenie, że niedobór witaminy D może być jedną z przyczyn lub czynnikiem pogarszającym ich przebieg, można stosować wyższe dawki dobowe witaminy D, nawet 8-10 tys. j.m. na dobę. Bo wbrew temu, co przez długi czas sądzono, trzeba znacznie wyższych dawek witaminy D, by doprowadzić do przedawkowania. Ale uwaga! Suplementacji witaminą D powyżej 1000 j.m. na dobę nie stosujemy w: sarkoidozie, gruźlicy, granulocytozie i w niektórych typach chłoniaków. W tych chorobach ma ona toksyczne działanie.

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, blogerka, pisarka.

%d bloggers like this: